Zbrodnia – ona przychodzi dość łatwo… – wywiad z Magnusem von Hornem

Fot. Rafał Guz

Karolina Bednarek: W jednym z wywiadów usłyszałam opowieść o Twoim dawnym przyjacielu – dresiarzu. Rzecz działa się, kiedy przyjechałeś do Polski, zamieszkałeś
w Łodzi i zostałeś tam napadnięty.

Magnus von Horn: Tak, to prawda, zostałem napadnięty, kiedy przyjechałem do Łodzi. Po tym wydarzeniu zafascynowałem się dresiarzami, jednocześnie się ich bojąc. To było dla mnie coś nowego, coś w rodzaju paranoi, bardzo się tego bałem. Doświadczyłem wcześniej uczucia strachu, ale wtedy chodziło już o coś innego – o konkretne miejsce i konkretne postacie. Potem nakręciłem film o dresiarzu [„Radek”], zaprzyjaźniłem się z nim. W przypadku tego napadu to była to dla mnie forma autoterapii. Ale od tego czasu agresja zaczęła mnie strasznie ciekawić – jak to jest, że normalni ludzie wybierają „takie” drogi, że robią „takie” rzeczy, dziwne, straszne. Jakie są mechanizmy w tym? Wiem, że mam to też w sobie i czuję, że to jest jakaś dziwna siła, którą wszyscy posiadają, ale strasznie się jej boją… więc nie ma w tym żadnej logiki.

K.B.: Wiem też, że czytałeś kiedyś policyjne akta i one stały się Twoim źródłem inspiracji – między innymi w pełnometrażowym debiucie – „Intruz”.

Magnus von Horn: Tak, kiedyś czytałem akta i były one inspiracją dla moich filmów. Dziś już ich nie czytam… nie chcę się powtarzać, choć nadal lubię tę tematykę. Zło fascynuje mnie, ale od strony tego, jak ludzie się od niego dystansują. Nazywają kogoś „potworem”, a w środku są być może tacy sami. Tego się boją, że w sobie zobaczą to zło, dlatego je potępiają. Ja odpowiedziałem sobie na pytanie – czy byłbym w stanie popełnić zbrodnię w obliczu wielkich emocji i odpowiedź brzmiała: „tak”. Ludzie bardzo łatwo oceniają zbrodniarzy, a to uproszczenie.

https://www.youtube.com/watch?v=VQcduzCFE2A

K.B.: Zastanawiam się czy człowiek jest tak po prostu skonstruowany, że w obliczu np. poczucia większej władzy nad drugim gubi gdzieś to wymagane człowieczeństwo?

Magnus von Horn: Może tak być. Każdy ma jakieś inne swoje słabe punkty, dla niektórych jest to władza, dla niektórych jej brak. Niektórzy na brak władzy reagują agresją. To właśnie próbuję wprowadzić na ekran – rozmaitość emocji. Wszystkie komplikacje u człowieka są ciekawe, to że udają coś… to, że są tacy, a w rzeczywistości są inni, ukrywają swoją twarz. Wstyd też jest ciekawy, ale potrzebna jest jakaś konkretna historia, by eksplorować te emocje.

K.B: Cały czas zastanawiam się, skąd w tych młodych ludziach – bohaterach Twoich filmów – tyle zła. Morderstwa, które przychodzą im tak łatwo… czy to może być kwestia współczesnego wychowania, obcowania bardziej z klawiaturą i ekranikiem niż drugim człowiekiem? Czy oni są nieświadomi kary?

Magnus von Horn: Myślę, że oni nie są źli z natury, oni po prostu poddają się takim silnym emocjom. To nie przychodzi im łatwo, ale są na jakiś rozdrożu, mają tyle problemów w swoim życiu, że w momencie, gdy ma dojść do zbrodni – ona przychodzi dość łatwo. I to nie jest planowane, to eksplozja emocji, ostatnia kropelka, która powoduje, że woda ucieka ze szklanki. Ci młodzi ludzie tak reagują na przykład na miłość. Oni po prostu postępują, jak czują. To mnie bardzo ciekawi.

K.B: Dla mnie to, także w „Obietnicy”, do której współtworzyłeś scenariusz, ale i w „Echu” i „Bez śniegu”, nieumiejętne wchodzenie w dorosłość, próba przeskoczenia kilku szczebli. W moim odczuciu życie tych postaci jest takie filmowe, poetyckie, przejaskrawione. Oni się bawią w dorosłość, ale ta dorosłość jest jak z pierwszych stron brukowców… Ci młodzi są bardziej dorośli niż my sami.

https://www.youtube.com/watch?v=jkQ4Vo7upos

Magnus von Horn: Może… tylko te zbrodnie są bardziej „doroślejsze” niż u nas, to jest to, czego my nie przeżyliśmy. Ale tak jest z tymi młodymi… chociaż oni nie robią tego celowo. Oni po prostu bardzo te swoje miłości czy niepowodzenia przeżywają. Ostatnio zaobserwowałem, że wśród nastolatków są tak silne obrazy – eksplozja romantyzmu, miłości, wszystko wygląda jak w `Twilight` („Zmierzch”) – to jest coś z czym oni się identyfikują, nie jest to dla nich lekcja wychowawcza, ale oni w tych książkach znaleźli coś, co jest im po prostu bliskie. Bohaterka „Obietnicy” – ona nie jest zła z natury, ona po prostu tak odbiera zdradę, chociaż chodzi tu tylko o pocałunek, ona czuje się zdradzona. Każdy z nas coś podobnego kiedyś przeżywał, ale ona idzie trochę dalej – i to nie ma nic wspólnego z jej osobowością, to zaczęło się tylko jako gra, tylko że nikt nie chciał się później wycofać. Tutaj miłość jest związana z cierpieniem, tu w ogóle nie ma seksu, to czysty obraz, bardzo silny obraz poczucia romantyzmu – tym się inspirowaliśmy, tworząc ten film. Nie jest tak łatwo ich oceniać, że ona mogła coś zrobić, a ja nie… Łatwo siedzieć na widowni i oglądać, masz duży dystans do tego, i myślisz, jakby było lepiej, ale nigdy nie jest tak łatwo, to ty siedzisz z dystansem a oni nie. I często te nasze teoretyczne rozwiązania nie są do końca dobre.

K.B.: A w „Bez śniegu” chłopak, który podsuwa kumplowi swoją dziewczynę?

Magnus von Horn: W „Bez śniegu”… to jest dla niego zabawa. On to proponuje, bo dla niego to taki rodzaj władzy, o której rozmawialiśmy. No ale to jest jego władza – małego gówniarza, który umie manipulować i ma kim. Kimś kto jest głupszy – kogo serce jest trochę czystsze, ale nie mądrzejsze, kimś kto jest agresywny właśnie przez tę manipulację, a że jest on trochę głupszy, to i orientuje się za późno i ma pecha.

K.B: Wrócę do „Intruza”. W filmie ojciec Johna jest kompletnie bezradny, nie potrafi rozmawiać z synem, zadać pytania, które wymagałoby głębszej odpowiedzi, zamyka się, udaje, że wszystko jest OK. Prostuje synów przy stole, kładzie im serwetki na kolana, jakby to było najważniejsze w wychowaniu. Tylko tyle w swoim ojcostwie potrafi… czy takie chłodne obejście i markowanie uczuć może być powodem ich późniejszej eskalacji?

Magnus von Horn: Na pewno. Ojciec nie jest gotowy wejść w głębsze relacje z synem, ponieważ ma świadomość zbrodni, która się wydarzyła. On też jest winny, jest przyczynkiem tego, co się stało, mimo że nie odsiedział swojej winy w poprawczaku. Jest współwinny, tak jak i w pewnym sensie całe społeczeństwo. Nie potrafi rozmawiać i to dla niego jest naturalne. Ojciec bardzo dużo o tym myślał, co zrobić z synem, kiedy wróci, ale albo nie miał żadnego planu na to, albo nie trzyma się strategii. Jest zagubiony i sam do końca nie wie, co robić. Ale mimo tej współwiny to ojciec ma wybór i dąży do najlepszej drogi, jaką mógł wybrać – mówi, że pozwolić wrócić synowi to była kompletna pomyłka – ja to postrzegam jako pozytywną zmianę u niego. Tak czuł od początku i tak czuł zawsze, ale musiał skonfrontować się z tym wszystkim, co działo się do tego momentu wypowiedzenia tego ostatecznego zdania.

K.B: W odniesieniu nie tylko do „Intruza”, lecz także do wcześniejszych krótkich metraży… zastanawiam się   jeszcze nad tym, jak wielki musi być w tych młodych ludziach – teraz już OBCYCH w swoich społecznościach – strach przed niekochaniem oraz społecznym ostracyzmem, jaki ich dosięga. Obserwujemy dynamikę zła, które w jednym momencie przenosi się ze sprawcy morderstwa na tych „sprawiedliwych”, którzy chcą wymierzyć mu karę. To mi się wydaje takie biblijne…

Magnus von Horn: Ciekawe spostrzeżenie, nie myślałem tak o tym, a rzeczywiście tak jest. Lubię, jak ktoś odkrywa w moim filmie coś nowego. Ci „sprawiedliwi” stają się nosicielami zła, nienawiści. To wyrasta z ich poczucia winy, pokazuje na ile nie są zadowoleni z samych siebie i na ile czują się odpowiedzialni za to morderstwo. To czego najbardziej się boi John to samotność i wykluczenie – jest to powodowane jego wcześniejszymi relacjami w rodzinie – coś jak reakcja łańcuchowa. Co do tej postaci, myślę, że to zdrowe, że John wrócił do swojego danego środowiska, w stare miejsce. Zdrowe dla niego samego i innych. Nie jest to łatwe, ale zdecydowanie lepsze, niż ciągła ucieczka… Wymyślasz kolejne nieprawdziwe historie i cały czas towarzyszy ci strach, że za chwilę prawda wyjdzie na jaw. Prędzej czy później ktoś cię rozpozna i będziesz musiał zmierzyć się z wypartą przeszłością. To dużo gorsze niż otwarta konfrontacja… byłem ciekaw jak to może wyglądać. Życie w starym miejscu, gdzie doszło do zbrodni to trudny wybór dla winowajcy, nie można dziwić się też ludziom, że reagują, tak jak reagują. Sam nie wiem, jakbym zachował się w sytuacji, gdyby ktoś znajomy zabił mojego kolegę czy koleżankę, nie powiedziałbym raczej: „Hej Stary, wpadnij na obiad”. Nikt nie jest gotowy zmierzyć się z czymś takim. Wszyscy są winni.

K.B.: W filmie prawie nie ma kobiet. Nie ma matki Johna, nie ma wspomnień o dziewczynie, którą zabił… Widzę w Twoich filmach świat bardziej męski, bez emocji – a raczej ze stłamszonymi emocjami, z zamrożoną empatią, świat zadaniowy, silny, bezkompromisowy. Kobiety w zasadzie są ofiarami. I nie mówię tu tylko o tych, które zostały zabite… mówię o matkach, o Hannie… o wszystkich tych, które cierpią.

Magnus von Horn: Moje filmy to rzeczywiście męski świat, męska agresja. Kobiety są tu traktowane przedmiotowo, ale to one są silniejsze, dojrzalsze od mężczyzn, bo potrafią rozmawiać o emocjach, uczuciach. One wiedzą, że mogą się zachować w określony sposób i nie powinno być to źle odebrane – tak jak na przykład Hanna w „Bez śniegu” – dla niej Linus jest tylko kumplem, ona jest po prostu dla niego miła, a to on odbiera to zachowanie jak coś większego. To on nie potrafi się w tym odnaleźć. Więc to mężczyźni mają problem w moich filmach, ale kobiety pomagają opowiedzieć ich historię.

K.B.: Podoba mi się otwarte zakończenie „Intruza”. Po konfrontacji z matką zabitej dziewczyny (podobnie jak w „Echo”), John wsiada na swój motor i pędzi przed siebie. Jakby biegł, jakby chciał się uwolnić… katharsis? Czy już teraz jest wolny?

Magnus von Horn: On ma problem, by mówić o emocjach i ten krzyk jest dla niego wypowiedzeniem wszystkiego, co on czuje, wszystkich emocji. Matka zabitej dziewczyny widzi cierpienie i nienawiść Johna do samego siebie. Ten koniec to w zasadzie początek – wszyscy mają szansę zacząć wszystko od nowa. Krzyk jest oczyszczeniem dla chłopaka, dla matki, dla wszystkich – to ma sens.

K.B.: Lubię Twoje filmy za to, że krzyczą ciszą. Miedzy innymi w Cannes doceniono już Twoją „nieoczywistość”, poetyckość stylu, niektórzy porównują Cię z Haneke. Podoba mi się ten sposób kręcenia z ustawieniem kamery na sposób „kota”, który siedzi i spokojnie obserwuje przebieg zdarzeń.

Magnus von Horn: Współodpowiedzialny za ten styl jest operator Łukasz Żal. Chodziło nam o to, by kamera zachowała spokój, jak kot, który spokojnie siedzi i obserwuje sytuację. Czasami cisza jest głośniejsza niż najgłośniejsza muzyka.

K.B: Teraz nominacja do Paszportu Polityki, ale wcześniej nagroda w Gdyni, nagroda Polskiej Federacji Dyskusyjnych Klubów Filmowych. Spodziewałeś się takiego sukcesu?

Magnus von Horn: Nie, to dla mnie miłe zaskoczenie.

K.B: Czy ten temat zła został już wyczerpany w Twojej twórczości? Czy chcesz odejść do czegoś nowego?

Magnus von Horn: Tak, ale nadal interesują mnie podobne tematy. Teraz pracuję nad jednym filmem w Polsce i jednym w Szwecji. Nie mogę jeszcze zbyt wiele o nich mówić. Na pewno pozostanę przy temacie ludzkich emocji, to mnie fascynuje, może będę eksperymentować z czymś mocniejszym, może z horrorem…

K.B.: To ja trzymam kciuki i czekam z niecierpliwością na Twoje nowe obrazy.

 

*Magnus von Horn – urodzony 21 grudnia 1983 w Göteborgu, szwedzki reżyser i scenarzysta.
Jest absolwentem Państwowej Wyższej Szkoły Filmowej w Łodzi. Zainteresowanie tematyką przemocy pojawiło się u twórcy po napadzie, jakiego stał się ofiarą po przyjeździe do Polski.
Niedługo po tym wydarzeniu powstał krótkometrażowy dokument o polskim przestępcy („Radek”, 2006). W roku 2011 jego kolejny krótki film „Bez śniegu” został nominowany do nagrody Guldbagge dla najlepszego filmu krótkometrażowego. Jego debiut fabularny, „Intruz”, miał premierę w 2015 r. na festiwalu w Cannes. 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *